Aparat i fotografie towarzyszyły mi odkąd pamiętam. Wyrastałem w domu otoczonych ich obecnością, miałem więc czas, by się z nimi oswoić i sposobność, by cieszyć się z robienia własnych zdjęć. Na początku była to młodzieńcza a może nawet dziecięca ekscytacja przygodą i jednoczesnym zatrzymaniem chwili, najczęściej z wyjazdów, dopiero później zacząłem pracować z obrazem. Jednak nim do tego doszło miałem wewnętrzną frajdę z robienia zdjęć, czułem, że chcę je robić, że chcę przez nie pokazywać świat, takim jakim ja go widzę, nie martwiąc się o to, jak te zdjęcia zostaną odebrane.
I dziś, jeśli ktoś zastanawia się czy warto robić zdjęcia, bo przecież wszyscy je robią, niezmiennie odpowiadam: warto! Jeśli lubisz je robić, jeśli czujesz, że masz coś do opowiedzenia, to nie wahaj się. Pokaż mi co cię interesuje, jak widzisz codzienność, a co cię podkręca.
Róbmy zdjęcia, dla tych, co przyjdą po nas. Bo paradoksalnie po nas zostanie mniej. Zdziwiony? Przecież te wszystkie zdjęcia przepuszczone przez filtry wylewające się z każdych mediów społecznościowych to tylko ulotny miraż. Nikt nie dba o ich zachowanie, o ich archiwizację. Wszystko jest złudne, zachowane w chmurze czyli gdzie? Dawniej, gdy zdjęcia wywoływano na papierze, drukowano w albumach albo jeszcze w innych formach, ta dokumentacja była namacalna, można ją było chronić. Spalenie archiwum oznaczało spalenie połowy miasta. Dziś wystarczy jeden niezaplanowany impuls elektromagnetyczny by wszystko szlag trafił. Mamy więc mniej niż nam się wydaje.